Przejdź do treści
Page Loader
Czcionka: A A A
Kontrast: A A A A X

Piotr Schmidt: Na tym albumie jest tyle samo Komedy, co i Schmidta

śr., 16/11/2022 - 14:41

Przed koncertem Piotr Schmidt Quartet – Komeda Unknown 1967 zapraszamy do rozmowy z wybitnym trębaczem i autorem projektu, czyli oczywiście z Piotrem Schmidtem.

 

W najbliższy czwartek wystąpi pan w Klubie Muzycznym CSK z projektem „Komeda Unknown 1967”, którego nie byłoby, gdyby nie dzieło Komedy „Moja słodka europejska ojczyzna”. Jaka była pana pierwsza reakcja, gdy Krzysztof Balkiewicz (Prezes Stowarzyszenia Opieki Nad Spuścizną Krzysztofa Komedy) zaproponował panu opracowanie jego utworów?

Piotr Schmidt: Oczywiście było mi bardzo miło, gdy do mnie zadzwonił. Zwłaszcza, że wcześniej się nie znaliśmy. Balkiewicz wcześniej natrafił na moją płytę „Tribute to Tomasz Stańko”.  Bardzo mu się spodobał ten „stańkowy”, ECM-owski klimat, który udało nam się wytworzyć.

Początkowo propozycja dotyczyła opracowania i zaaranżowania tego materiału tylko na jego „Love Polish Jazz Festival” w Tomaszowie Mazowieckim, gdzie mieliśmy wystąpić w sekstecie. Dla mnie to była też fajna okazja, aby założyć nowy zespół.

Niestety z powodu lockdownu festiwal został przesunięty o rok. Może to i dobrze, bo w tamtym czasie pracowałem już nad płytą „Dark Forecast”. Debiut z „Komeda Unknown 1967” na wspomnianym festiwalu, odbył się ostatecznie we wrześniu 2021 roku.

Koncert wyszedł na tyle dobrze i został tak ciepło przyjęty, że zaczęliśmy być namawiani przez ludzi – z Balkiewiczem na czele – aby tę muzykę wydać.

Początkowo zastanawiałem się, czy nie zrobić płyty live z tego koncertu, bo też nasz występ został bardzo dobrze nagrany przez Telewizję Jazz, którą gorąco polecam. Koncert ten wprawdzie był bardzo długi, obfitował w dodatkowe autorskie utwory, ale można byłoby z tego zrobić krótszy, świetnie zagrany album live. Z różnych jednak powodów ostatecznie zdecydowałem się na wejście do studia.

 

Czy podczas prac nad albumem „Komeda Unknown 1967” sięgał pan też do wierszy, do których powstała muzyka?

P.S.: Tak – jak wiemy projekt „Moja słodka europejska ojczyzna” powstał do wierszy polskich poetów tłumaczonych na język niemiecki, które miały być okraszone muzyką Komedy. Jednak część wierszy i co za tym idzie muzyka, nie zostały włączone do pierwotnej wersji albumu i ostatecznie zostały zagubione. Dopiero trzy lata temu zapiski oraz rękopisy muzyki zostały odnalezione przez Balkiewicza i dzięki czemu powstała płyta „Komeda Unknown 1967”.

Zarówno zapis nutowy muzyki Komedy, jak i wiersze zostały mi przesłane. Oczywiście wiersze czytałem, ale stwierdziłem, że każdy artysta ma prawo do swojej interpretacji więc zdecydowałem, że nie będę brał ich pod uwagę. Skupiłem się głównie na muzyce i na jej rozwinięciu i zaaranżowaniu. U Komedy bardzo często tak bywa, że jego muzyka jest ascetyczna. Musiałem, więc mocno w nią ingerować. Czasami dokomponowywałem pewne części. Chciałem, żeby ta muzyka zabrzmiała tak, jak ja ją czuję. Można powiedzieć, że jest na tym albumie tyle samo Komedy, co i Schmidta.

 

Wspominał pan, że debiutancki koncert był bardzo rozbudowany. Czy podczas czwartkowego koncertu będzie podobnie?

P.S.: Mamy bardzo dopracowaną koncepcje grania koncertów. Prezentujemy prawie wszystkie odnalezione utwory Komedy, ale także kilka moich utworów autorskich z czego jeden z płyty, która ukaże się dopiero w maju 2023 roku.

Album, o którym wspominam jest już nagrany i miało to miejsce z tymi samymi muzykami i podczas tej samej sesji, co „Komeda Unknown 1967”. Mamy więc parę niespodzianek przygotowanych na koncerty. Bardzo się cieszę, że już za chwilę wystąpimy w Lublinie.

 

Na koniec warto przypomnieć, że nie będzie to pana pierwszy koncert w Klubie Muzycznym CSK…

P.S.: Tak, było ich już kilka, natomiast szczególnie utknął mi w pamięci koncert, jaki zagrałem w Klubie Muzycznym CSK po pierwszym lockdownie. To było w czerwcu 2020 roku (Piotr Schmidt Quartet – Tribute to Tomasz Stańko – przyp. red.). Bardzo miło wspominam ten występ. Było niesamowicie, bo była pełna sala, zgodnie z obowiązującymi wówczas obostrzeniami. Pomimo strachu, którym każdy wtedy żył, koncert się wyprzedał. Wszystkie krzesełka były zajęte. To było miłe doświadczenie. Nigdy tego nie zapomnę. Cieszę się, że najbliższy, czwartkowy koncert też jest już wyprzedany! Bardzo lubię Lublin i to miejsce, dlatego każdy koncert w Klubie Muzycznym CSK, jest dla mnie ważnym punktem w moim kalendarzu koncertowym.

 

Rozmawiał Damian Stępień

Przejdź do wydarzenia